Zjawiskiem prawdziwie niepokojącym we współczesnej polszczyźnie, zwłaszcza
mówionej, jest postępująca wulgaryzacja. Skala tego zjawiska jest tak szeroka,
że trzeba po raz kolejny uderzyć w dzwony. Proweniencja wulgaryzmów jest
zdecydowanie dwuznaczna i podejrzana. Wyrazy dosadne i nieprzyzwoite nie należą
dziś jednak wyłącznie do słownictwa środowisk przestępczych czy osób
prymitywnych. Stały się one atrakcyjnymi, uniwersalnymi sposobami wymiany myśli
i informacji zwłaszcza w środowiskach ludzi młodych, w tym uczniowskich i
studenckich. Wystarczy przejść się korytarzem gmachu wyższej uczelni, żeby wcale
nie tak rzadko stwierdzić, że szerzy się językowe chamstwo, wyrażające się w
nadużywaniu wyrazów ordynarnych i obscenicznych. Osobne pole obserwacji to
napisy na murach, płotach, w miejscach ustronnych.
W języku polskim, wbrew pozorom, nie ma wiele obscenicznych wyrazów i wulgarnych
wyzwisk. Tzw. rzucanie mięsem czy polska łacina ogranicza się w praktyce do
niewielu wyrazów, związanych głównie ze sferą fizjologii i seksu, używanych w
różnych kontekstach i funkcjach. Są one jednak bardzo często powtarzane.
Dlaczego tak jest, to problem nie językoznawstwa, ale raczej socjologii i
psychologii.
Bogata mowa ojczysta ma przecież tyle pięknych słów, które pozwalają
wypowiedzieć wszystko. Niezbędny jest tu jednak, przeciwstawny wulgarnej
łatwiźnie językowej, wysiłek stylistyczny, który dotyczy doboru właściwych i
sensownych środków językowych. Fakt ograniczonej swobody językowej nie powinien
być przede wszystkim obcy członkom społeczności akademickiej. Różnica polega na
różnym stopniu uprzejmości, grzeczności, delikatności.
W ekspresywnej warstwie słownictwa wyrazy wulgarne, nieprzyzwoite mają ogromne
znaczenie, co właściwie staje się zrozumiałe, jeśli uświadomimy sobie rolę
seksu, życia emocjonalnego i fizjologii we współczesnym życiu. Jest to jednak
prymitywny sposób demonstrowania emocji. Dla wielu ludzi młodych wulgaryzmy
stają się przeważnie wyrazem buntu przeciw autorytetom i obowiązującym normom, a
stosowane są głównie w celach prowokacyjnych. Wulgaryzacja języka ma podkreślać
ich niezależność, wolność, dorosłość. Do głosu często dochodzi tu uleganie
wpływom i naciskom grup społecznych, moda, czy powszechne przyzwyczajenie.
Dorośli używają raczej wulgaryzmów w funkcji pustych znaczeniowo przerywników i
ekspresywnych wykrzykników.
Używanie wulgaryzmów jest ciężkim wykroczeniem przeciw kulturze. Jest to
naruszenie norm współżycia społecznego, zasad dobrego wychowania. Językowe
chamstwo może przecież krępować, obrażać, znieważać. Każdy ma prawo wymagać, aby
nie robiono mu przykrości, aby nie upowszechniano rzeczy plugawych, nie
zaśmiecano i degradowano mowy ojczystej, nie nobilitowano wulgaryzmów.
Ten felieton (autorstwa Małgorzaty Milewskiej-Stawiany) ukazał się w numerze 6-7/2004 biuletynu Ministra Edukacji i Nauki "Sprawy Nauki". Oryginał znajduje się tutaj. |
|