Myślałem, że to nie nastąpi już nigdy. A jednak – odkryłem głęboką wrażliwość policji! Wrażliwość, rzekłbym, werbalno-akustyczną. W Darłowie podczas hiphopowego występu 20-letniego Bartka Sajko rytm freestyle’owej improwizacji zakłócił przysłuchujący się wszystkiemu dzielnicowy Marcin Kupracz. Niczym egzorcysta wparował na scenę, wciskając młodziakowi mandat za przeklinanie w miejscu publicznym. Młodzież to wie, wyjaśnię więc starszym, że freestyle jest formą improwizowanego tekstu tworzonego „pod muzykę”. Hiphopowcy spontanicznie wypowiadają, wykrzykują tudzież wyśpiewują pretensje i oskarżenia wobec świata. Wymyślają rymy na poczekaniu, a każdy oddech przynosi im inną myśl – czasem lepszą, czasem mniej udaną. Oskarżony cierpliwie więc tłumaczył, że mandat nie pod tym adresem. On jest artystą, a nie wandalem. Nie pamiętał nawet dokładnie, czym konkretnie zgrzeszył, bo przecież rymował na poczekaniu. Solennie zapewniał, że w jego tekście pojawiło się najwyżej kilka razy słowo „zaje...” i raz słowo „k...”. Świadkowie mówili, że z kontrowersyjnych słów pojawił się jeszcze „frajer”.
Jako że Sajko nie chciał przyjąć mandatu, został zaproszony przez dzielnicowego Kupracza na komisariat. „Kiedy czekałem na przesłuchanie, słyszałem, jak rozmawiają ze sobą policjanci w miejscu publicznym, jakim przecież jest komisariat. Słowem »k...« zgrabnie zastępowali przecinek” – twierdził oskarżony na łamach „Głosu Pomorza” z 31 maja.
Urzekła mnie godna podziwu troska dzielnicowego Kupracza o kręgosłup moralny naszej młodzieży. Zaprawdę godna. Ale czy sprawiedliwa? Po długim namyśle zdecydowałem, że dzielnicowy nieco się w trosce swojej zapędził. Bo przecież przekleństwa bratem człowiekowi, odkąd pierwszy raz sklecił sensowne zdanie. Są spontaniczną reakcją na niemiłe zdarzenie. Kto z nas nie przeklnie, gdy rąbnie sobie młotkiem w palec? Chyba tylko ten, co nigdy nie miał młotka w ręce. Przeklinanie działa jak zaklinanie rzeczywistości. Pozwala szybciej wyjść z opresji. Hip-hop zrodził się z ulicy, głównie wśród młodzików, co to nie mają łatwo w życiu. Więc ich język jest szorstki i bezpośredni.
Przypuśćmy, że dzielnicowy Kupracz to wszystko wie, że zna wartość przekleństwa i jego siłę oddziaływania. Załóżmy też, że zna swoją ulicę i zna młodziaków, którzy na niej mieszkają. Nawet jeśli wkurza go ich ubiór i te głupie czapeczki z daszkiem, to mimo wszystko uważam, że dzielnicowy jest człowiekiem nie tyle wrażliwym, ile przewrażliwionym. Oczywiście, jego prawo.
Ale jeśli jego przewrażliwienie rozleje się po kraju, to być może za niedługą chwilę policja zacznie walić mandaty aktorom, którzy przeklinają na scenie, bo tak im napisał autor sztuki. Wtedy – z rozpędu – i autor otrzyma wezwanie do sądu, bo sztukę z wulgaryzmami napisał. A może trzeba będzie wlepić kolegium tym wszystkim aktorom, co grają i grali policjantów w filmach i przez zęby plują wręcz nieprzyzwoitościami. Muzyków i wszelkiej maści malarzy czy kabareciarzy, tych wszystkich pacanów trzeba zaś będzie objąć jakimś programem resocjalizacyjnym.
Być może dzielnicowi rozsypią się po pubach i – zamaskowani cywilnym ubraniem – pod stolikami zaczną kreślić w przydziałowym notesie rysopisy osób, co to pod wpływem alkoholu rozluźniły się zbytnio i zaczęły bulgotać słowami od serca. Już widzę cykających zdjęcia zakochanym parom, którzy na parkowych ławkach podejrzanie składają usta. Dzięki takim dowodom rzeczowym biegły sądowy odczyta świństwa szeptane sobie przez nich do uszu. Konieczne będą podsłuchy w miejskich toaletach – być może trafi się gość z zatwardzeniem. Dyskretne pluskwy na plebaniach w dniu urodzin proboszcza. Akustyczne chipy w czaszkach polityków...
Będzie to wymagało rozwinięcia sprawnej siatki szpiegowskiej, szybko działającej i bezwzględnej. Doskonale oczytanej w literaturze nie tylko współczesnej, lecz także klasycznej, tak by odróżnić formę wulgarną od tej przyzwoitej.
Aż wreszcie, gdy już wszyscy zaczniemy mówić oczyszczoną polszczyzną, nadgorliwość policjantów będzie nagradzana medalem z wygrawerowanym napisem: „Za zaje... wręcz walkę z lokalnym chamstwem – dziękuję.
Komendant”
Artykuł pochodzi z numeru 3/06 tygodnika "Ozon". Oryginał artykułu znajduje się tutaj. |
|