Akcja PZP- precz z przekleństwami!
Strona główna Artykuły Download Forum Księga gości Linki
Nawigacja
Portal
 
  Strona główna
  Artykuły
  Download
  Forum
  Linki
  Kontakt
  Szukaj

Akcja PZP
  Akcje Akcji
  Bannery
  Cele i założenia
  Napisali o nas
  Partnerzy
  Petycja
  Toolbar

Rok Języka Polskiego
  Dyktando
  Kalendarium
  Komitet honorowy
  Konkurs dla młodzieży
  Logo
  Początki
  Uchwała Senatu

Ostatnie Artykuły
43things.com- what d...
Wiola Łabuńska "Tylk...
Wywiad z profesorem ...
Łucja Brzozowska "No...
"Wulgaryzmy- nasz st...
Reklama

Safari

CyberHate

Niepal.pl

Gim7 Gdańsk

Linkor.pl

Archanioły wojny

III LO w Brodnicy

Googluj

Bykom STOP!

Firefox

Opera

Browsehappy.pl

Spam poison

Kidprotect.pl

RSS
Newsy:


Artykuły:
Toplista
Type to Top 100 php-fusion sites Top100 and Vote for this Site!!

http://toplista.macikowo.net/
UPDATE command denied to user 'akcjapzp'@'localhost' for table 'fusion_articles'
Mariusz Cieślik, Kaja Szafrańska "Gięcie kobiet"

Znana aktorka, arystokratka rzucająca "k...ą" Beata Tyszkiewicz udowodnił a w programie TVN "Mamy cię", że współczesny język polski żyje i się rozwija. I nie znosi hipokryzji. Jest przecież faktem, że Andrzej Lepper krzyczał w Sejmie do posła Samoobrony, który mu się sprzeciwił: "Wypier... mi z klubu, chamie jeden". Nie był to żaden wyjątek, bo tak się po prostu mówi w Sejmie i nie tylko tam. Już kilka lat temu ówczesny marszałek Józef Zych na posiedzeniu plenarnym, przy włączonych mikrofonach, powiedział do swojego współpracownika: "Co mi tu, k..., przynosisz?". I dostał oklaski, bo większość posłów uznała, że przemówił ludzkim językiem. Podobnie mówił niedawno hokeista Mariusz Czerkawski w programie Kuby Wojewódzkiego oraz Maciek Maleńczuk na koncercie w Opolu. Na tym samym festiwalu dwa lata temu Michał Wiśniewski powiedział publiczności: "Jesteście zaje...". Widzowie przyjęli to z aplauzem, bo słowo "zaje..." obecnie jest odpowiednikiem określenia "świetny". Jak obliczył amerykański psycholog Timothy Jay, przekleństwa zajmują aż 5 proc. czasu rozmów w pracy i 10 proc. pogawędek w czasie wolnym. Jak mówi prof. Maciej Grochowski, autor "Słownika polskich przekleństw i wulgaryzmów", norma językowa nie jest czymś danym na zawsze. Najlepiej to widać, gdy śledzi się historię tzw. brzydkich słów. Wiele z nich zmienia znaczenie na neutralne, a słowa neutralne nabierają wulgarnego charakteru.

RZUCANIE "KOBIETĄ"
W XVII wieku słowo "kobieta" znaczyło w odpowiednim kontekście tyle co nierządnica. O kobietach mówiono zaś niewiasty lub białogłowy. "Męże was ku większemu zelżeniu kobietami zowią" - pisał Marcin Bielski w "Sejmie niewieścim". Mówiąc o kiepskiej pogodzie, nie myślimy o tym, że w staropolszczyźnie nie było ostrzejszego wulgaryzmu niż "kiep". Było to obsceniczne określenie żeńskiego organu płciowego. Z kolei "kutas" jeszcze 150 lat temu funkcjonował jako neutralne określenie frędzla, co widać choćby w "Panu Tadeuszu", gdzie przy pasach wisiały "gęste kutasy jak kity". W XVII wieku, mówiąc o "gięciu", myślano o odbyciu stosunku płciowego. Potem słowo to stało się neutralne, zaś obecnie znowu nabiera pejoratywnego znaczenia: o kimś niespełna rozumu mówi się "pogięty". "D...", która kiedyś była po prostu dziuplą, po okresie wulgarnym wchodzi w neutralny. Językoznawcy uważają, że już wkrótce słowo to będzie oznaczać atrakcyjną kobietę. Asymilowaniu i obłaskawianiu wulgaryzmów sprzyja kino. Amerykańscy malediktolodzy (specjaliści od przekleństw: male dictum to po łacinie lżenie) obliczyli, że w latach 20. i 30. w kinie nie używano wulgaryzmów, w latach 60. na jeden film przypadało 1,6 przekleństwa, a u progu lat 90. już 100!



BLUZG STAROPOLSKI
W szlacheckiej Rzeczypospolitej słów uznawanych dziś za obelżywe używano powszechnie. Robili to też dostojnicy państwowi - nawet w oficjalnych wystąpieniach. Kasztelan rawski Filip Wołucki, którego w "Karafce La Fontaine'a" opisuje Melchior Wańkowicz, w liście do króla Zygmunta III wzywał: "Tego Szwedzika wisielca mierzionego bijcie, tłuczcie, żeby wiedział ten skur..., co jest z Królem Jegomością żartować". Tolerowano używanie przekleństw i epitetów w obecności kobiet. Wiązał o się to - jak twierdzi Zbigniew Kuchowicz, autor "Miłości staropolskiej" - z "prastarą, pozbawioną pruderii, ludową koncepcją miłości". Jacek Lewinson, autor "Słownika seksualizmów polskich", zauważa, że w czasach renesansu o seksie mówiono otwarcie w najlepszym towarzystwie. Zaczęło się to zmieniać dopiero w okresie kontrreformacji. Jednak do końca XVIII wieku obecność wulgaryzmów, w tym nacechowanych seksualnie, w języku elit była powszechna. Król Stanisław August Poniatowski nagradzał nawet autorów co pieprzniejszych tekstów. Poeci baroku, w tym Wacław Potocki i Andrzej Morsztyn (autor fraszki zaczynającej się od słów "Sameś skur..., k... twoja żona"), wulgaryzmów używali nagminnie. Również twórca literackiej polszczyzny Jan Kochanowski oraz duchowieństwo, choćby biskup Ignacy Krasicki, nie unikali używania przekleństw. Dopiero na początku XIX wieku wulgaryzmy zaczęły znikać z języka, co wiązało się ze znacznie większą pruderią niż w czasach szlacheckich. - Staropolszczyzna miała kilkadziesiąt określeń na każdy anatomiczny szczegół czy czynność seksualną. Później zaczął się trwający do dziś regres w wulgarnym słownictwie - mówi Jacek Lewinson. Dziś, jak zauważa prof. Maciej Grochowski, zostało pięć podstawowych, znanych wszystkim, wulgarnych słów.

INTELEKTUALIŚCI WYPIER...!
Prof. Jerzy Bralczyk przypomina, że wulgaryzmy są niezbędne w każdym języku, bo nie tylko nazywają pewne czynności, ale też ustalają językowe tabu. Jak zauważa Bartek Chaciński, autor "Wypasionego słownika najmłodszej polszczyzny", takie słowa są także po to, by użyć ich jeden raz w życiu, aby zabrzmiały odpowiednio mocno. Wtedy stają się nawet czymś w rodzaju aforyzmów. Słynna jest anegdota o Janie Himilsbachu, który wkroczył pijany do warszawskiego Spatifu i wrzasnął: "Intelektualiści wypier...!". "Nie wiem jak wy, panowie, ale ja wypier..." - miał na to odrzec Gustaw Holoubek. Aktorka Kalina Jędrusik mawiała, że tylko prawdziwa dama potrafi powiedzieć "ku... mać!". Twórcy - od Mikołaja Reja, przez autora "Sztuki je..." hrabiego Aleksandra Fredrę, poetę Andrzeja Bursę ("mam w dupie małe miasteczka"), Kazika Staszewskiego (pytającego w piosence: "Coście, skur..., uczynili z tą krainą?"), po bohatera "Dnia świra" Marka Koterskiego ("Dżizus, ku..., ja pier...") - używają wulgaryzmów dla podkreślenia artystycznej ekspresji. Nie jest to zresztą specyfika polszczyzny, bo podobnie traktują język angielski pisarze - Salman Rushdie, Martin Amis czy David Lodge.

KLĄĆ DLA ZDROWIA I WOLNOŚCI
Asymilowanie wulgaryzmów to nie tylko dowód demokratyzowania się języka, ale także pełnienia przezeń terapeutycznych funkcji. Prof. Leonid Kitajew-Smyk, badający stres u rosyjskich kosmonautów, wykazał, że wulgaryzmy pozwalają rozładować napięcie. Największy wpływ na zmianę nastawienia do wulgaryzmów w kulturze Zachodu miała rewolucja obyczajowa lat 60. Tacy artyści, jak Henry Miller, Allen Ginsberg, Jim Morrison czy Neil Young, ucywilizowali wulgaryzmy i seksualizmy. Polszczyzna nie przeszła tego procesu z prostego powodu - zablokowała go cenzura (komuniści znani byli jako bojownicy purytanizmu obyczajowego i językowego). Szybka asymilacja wulgaryzmów w języku publicznym w ostatnim piętnastoleciu wynika w jakimś sensie z nadrabiania tego zapóźnienia. Zresztą Polacy nie przeklinają obecnie częściej niż w czasach PRL, tyle że wtedy robili to wyłącznie w domu. Teraz rozdzielone kiedyś języki prywatny i oficjalny po prostu się połączyły.
W ostatnich latach wzrosło przyzwolenie dla publicznego używania wulgaryzmów. Według badań CBOS, 75 proc. uczniów i studentów nie rażą przekleństwa. Młode pokolenie traktuje możliwość używania wulgaryzmów jako jedną ze swobód obywatelskich. Podobnie działo się w latach 80. w USA, kiedy wulgaryzmy były tak traktowane przez muzyków rockowych i rapowych. Teraz ten proces obserwujemy w polskim hip hopie. Wulgaryzmy nie są żadnym zagrożeniem dla języka i kultury. Znacznie większym zagrożeniem jest brak sensu w wypowiedziach.

Mariusz Cieślik
Współpraca:
Kaja Szafrańska

KUBA WOJEWÓDZKI
Wulgaryzmy są wpisane w konwencję mojego programu. Nie będę cenzurować swoich gości. Przekleństwa są częścią języka i udawanie, że ich nie ma, jest hipokryzją. Jeśli przed programem Mariusz Czerkawski chwalił się, że umie przeklinać w kilku językach, to nie ma powodu, by tego nie zaprezentował.

ZBIGNIEW WODECKI
To, że używam wulgaryzmów, było widać w programie "Mamy cię". Nie mam sobie w tej kwestii nic do zarzucenia. Soczysta "k..." pomaga mi w walce ze stresem. Wolę to niż okazywanie agresji w inny sposób.

JAROSŁAW KACZYŃSKI
To nie ja wymyśliłem określenie TKM (Teraz K... My), ja je jedynie spopularyzowałem. Usłyszałem je wcześniej od jednego z kolegów. Ja sam nie przeklinam. Pod tym względem z ugrupowań sejmowych najbliższa jest mi LPR.

MACIEK MALEŃCZUK
Przeklinający cham jest tylko prostakiem, co innego twórca, który wie, co mówi. Nie mam zaufania do ludzi, którzy nie piją wódki i nie przeklinają. Dla mnie są to zwykli hipokryci.

JÓZEF ZYCH
Na sali sejmowej człowiek powinien się zachowywać przyzwoicie. Sytuacja, która mi się przytrafiła, była jednorazowa i bardzo się jej wstydzę. To z powodu stresu. Z największym potępieniem spotkałem się ze strony żony.

KAZIK STASZEWSKI
Przekleństwa mają to do siebie, że precyzyjnie określają emocje. Zwłaszcza negatywne. Dlatego używam ich w piosenkach. Słuchałem kiedyś utworu TSA wyrażającego wściekłość. Refren tej piosenki brzmiał: "Mam to w nosie". Czy to nie brzmi ohydnie? Nie lepiej byłoby powiedzieć "Jestem wkur..."?

MARCIN WOLSKI

Przywykło się uważać, że w czasach PRL funkcjonowały dwa języki: oficjalna mowa władzy, czyli mowa-trawa, i polszczyzna prywatna. Mowa-trawa za pośrednictwem mediów całe lata wsiąkała w mózgi, kiełkowała na poletkach marcowych docentów i do dziś odbija się w niejednym wystąpieniu publicznym, a co gorsza - w sposobie myślenia. Analizując język prezydenta Kwaśniewskiego, wydłubując skwarki myśli z zawiesistej polewki słów, widać, jak wielką sztuką jest tak mówić, by nic nie powiedzieć.
Polszczyzna prywatna miała wiele podgatunków: od bogatej, soczystej mowy naszych dziadków i wujów, którzy potrafili jeszcze rozmawiać, a nie monologować przy stole, gdzie partnerem w dyskursie była rodzina, a nie migający w końcu jadalni telewizor, po dosadny, obrazowy język ludu, który doszedł do głosu latem 1980 r. Jego chorążym przez długie lata był Lech Wałęsa z właściwymi mu "śliwkami robaczywkami", "za, a nawet przeciw" czy "ani be, ani me, ani kukuryku". Polszczyznę domową uzupełniał porozumiewawczy kod aluzji, sztuka czytania między wierszami, cała ta latami kształcona umiejętność komunikowania się tak, żeby odbiorca zrozumiał nadawcę, a cenzor, jeśli nie był ostatnią świnią, mógł udać, że nie rozumie.
Łatwo zaobserwować, że słowa nobilitujące przejmujemy zazwyczaj od przyjaciół, zaś przekleństwa i obscena - od wrogów. Stąd tak dużo u nas świństw zapożyczonych z rosyjskiego. Przez cały okres PRL istniał powszechnie używany, a prawie nie zarejestrowany przez media język chama, składający się z kilku rzeczowników i jednego czasownika, który dzięki przedrostkom roz-, przy-, do-, wybył w stanie opisać całą złożoność świata i głębię człowieczej duszy. Prawdziwą przestrzeń dla swej ekspansji ten język znalazł dopiero w wolnej Polsce. Spore zasługi ma w tym dziele współczesny film polski - pewne obrazy po wycięciu wulgaryzmów musiałyby się ograniczyć do czołówki i końcowej listy płac.
Czy dalszą ewolucję języka będą wyznaczać blogi, SMS-y, uproszczona ortografia? Już teraz najmłodsze pokolenia chętnie zastępują dawne części mowy onomatopejami rodem z komiksowych dymków. Co ciekawe, umiejętnością trafiania słowem w sedno częściej dysponują ludzie z ludu - Wałęsa, Lepper, Miller.
Z językiem należy się obchodzić spokojnie. Być może nowa poprawna polszczyzna będzie wynikiem kompromisu pomiędzy rozmaitymi tendencjami: przeżywa zwykle to, co lepiej służy aktualnym potrzebom. Jedno warto wziąć pod uwagę: kiedy szukamy mistrzów mowy polskiej, aby ustawić ich w charakterze drogowskazów, nie wciągajmy na jedno podium tych, którzy pięknie, interesująco i precyzyjnie mówią "z głowy", i aktorów, których umiejętność mówienia cudzym tekstem przetestowano już na egzaminie do szkoły teatralnej.

Ten artykuł ukazał się w tygodniku "Wprost" (nr 1127 z 4 lipca 2004 roku). Jego wersja elektroniczna znajduje się tutaj.

Komentarze
carl9544 dnia marzec 15 2007 23:26:47
x Ben Caught Pics x Ben Jameson Have x Ben Video Porn x Best Places Having x Best Sex Stories x Caught Impersonal Photos x Caught Porn Have x Caught Videos Girls x Gay Ben Sites x Gay Stories Videos x Hardcore Dover Impersonal x Hardcore Gay Girls x Hardcore Porn Have x Have Gay x Have Hardcore Jameson Pics x Having Dover Videos x Having Girls How x Having Jenna x Having Place Jameson x Impersonal Girls x Impersonal Girls Public x Jameson Photos Videos x Jenna Place Tearoom x Jenna Sex x Photos Places x Photos Tearoom Sites x Pics Jenna Place x Pics Pictures Photos x Pics Place Stories x Pics Places Ben x Pics Video Porn x Pictures Gay Stories x Place Gay Jameson Hardcore x Place Hardcore How x Place Impersonal Clips x Places Jenna Trade x Places Public Pics x Porn Hardcore Tearoom x Porn Sites Video x Public Best Ben x Sex Jameson Trade x Stories Caught Hardcore x Tearoom Have Gay x Tearoom Stories x Trade How Pictures Public x Trade Sites Pics x Video Places Pics
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Linkor.pl
Linkor.pl Linkor.pl Linkor.pl Linkor.pl Linkor.pl
Logowanie
Login

Hasło

Zapamiętaj mnie



Rejestracja
Zapomniane hasło?
Cytat..
"W języku polskim, wbrew pozorom, nie ma wiele obscenicznych wyrazów i wulgarnych wyzwisk. Tzw. rzucanie mięsem czy polska łacina ogranicza się w praktyce do niewielu wyrazów, związanych głównie ze sferą fizjologii i seksu, używanych w różnych kontekstach i funkcjach. Są one jednak bardzo często powtarzane. Dlaczego tak jest, to problem nie językoznawstwa, ale raczej socjologii i psychologii." - Małgorzata Milewska-Stawiany
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

~monkey68
DATA: 04/12/2006 16:50
Zreszta, czego ja tu szukam. Akcja umarla dawno temu, z tego co widze.

~Doris1990
DATA: 13/06/2006 19:51
coś jakby cicho i pusto sie tu zrobiło...

~aneczka
DATA: 22/02/2006 13:48
to znaczy że shotbox ma ograniczoną ilość znaków. Chciałam napisać że "przejechałam się na o wiele bardziej profesjonalnej propozycji moderacji forum"

@adamastor
DATA: 22/02/2006 11:32
"Ja przeje". Co to znaczy?

~aneczka
DATA: 20/02/2006 15:23
hmmm dawanie komuś moda tylko za to że jest "pierwszy"? Już samo takie podejście mi się nie podoba, świadczy o pewnym braku profesjonalizmu ze strony wysuwającego takie propozycje. Ja przeje

~titeuf
DATA: 13/12/2005 14:45
news dodany, musisz go wkleic na strone

@adamastor
DATA: 13/12/2005 10:41
Pomyślę nad tym. Czekam na te newsy i artykuły.

~titeuf
DATA: 12/12/2005 21:49
czesc, zarejestrowałem się tutaj, by pomagać Ci w tej akcji. jutro dodam pierwsze newsy i artykuły.
jako ze jestem pierwszy zarejestrowany po Tobie, chciałbym mieć jakąś rangę i prawa np. moderator

Zgodność
[Valid CSS]

[Valid RSS]

[Valid RSS]
Copyright © 2005 by Adam Aleksander Klimowski